piątek, 29 czerwca 2012

Rozdział 6. - ,,...nieświadomi niczego''


Znów stała na klifie. Na tym przeklętym klifie, gdzie spotkała ją po raz pierwszy. Lecz tym razem ona miała nie zdążyć. Tym razem Arianne dokończy to, co zaczęła. Nigdy nie czuła takiego przerażenia. Wiatr smagał jej włosy, z oczu ciekły strugi łez, a mróz kuł w policzki i nos. Była ubrana jedynie w cienki płaszcz. Ostatnia decyzja. Stała na skraju stromej ściany. Jeszcze jeden krok i stanie się to, czego pragnęła przez ostatnie tygodnie. Ale co będzie jeśli się nie uda? Co poczuje, kiedy litry lodowatej wody wypełnią jej płuca? Westchnęła i podniosła nogę. Nie może być tak źle. Przecież o to mi właśnie chodzi, chcę żeby to się tak skończyło. Spełniam tylko swoje marzenia, pomyślała. Rozejrzała się dookoła po raz dziesiąty i skoczyła. Tak po prostu. Nie towarzyszył temu przeraźliwy wrzask, pioruny, grzmoty. Cisza. Tylko świst przeszywający powietrze towarzyszący spadającej Arianne.  Z nikim się nie pożegnała, nikt się niczego nie domyślał. Spali teraz nieświadomi niczego. Spadała i czuła się…. Niemal szczęśliwa. Nie bała się. Śmierć była dla niej najodpowiedniejszą rzeczą. To było normalne. Głucho uderzyła w taflę turkusowego morza. Piękny odcień, przemknęło jej przez myśl. Ostatnią myśl. Zamknęła oczy i wieczna, spokojna ciemność przyjęła ją do siebie. Jej zdrętwiałe od zimniej wody ręce poczuły ciepłą dłoń. Dłoń tak dobrze jej znaną.

-Ach…- jęknęłam. Co to miało być?! Usiadłam poruszona na łóżku. Związałam włosy w luźną kitkę i spojrzałam na zegarek.  7:48. Mam jeszcze jedenaście minut na znalezienie się w szkole. Zawsze lubiłam być minutę przed dzwonkiem. Przejrzałam się w lustrze. Chwila. Dlaczego się uśmiecham? Dotknęłam swoich ust. Nie, na pewno kąciki nie są aż tak wysoko jak w odbiciu. Przekręciłam głowę. Postać w lustrze również. Czyżby zwidy, Ar? Serio, aż tak jest z tobą źle? Żartowałam, lecz nawet poczucie humor nie mogło zwalczyć przerażenia. Znów podniosłam rękę do twarzy. Próbowałam ‘zetrzeć’ uśmiech ze swojej twarzy, ale bez skutku. Odbicie nawet nie drgnęło. Po kij tu stoisz? To tylko lustro! Warknęłam na siebie samą, potrząsnęłam głową i podeszłam do szafy. Dzisiaj coś zdecydowanie luźnego. Stare, wytarte dżinsy, obszerna bluzka i bluza z kapturem. Bez szaleństw, bez nastroju. Złapałam sok ze stołu i wybiegłam z domu. 7:53. Sześć minut. 

czwartek, 28 czerwca 2012

I'm sorry.

Wiem, ze rozdział miał być dawno. Bardzo dawno. Ale po prostu... sama nie wiem jak to się stało. Obiecuję, że następny rozdział pojawi się na dniach. Już jest napisany, jeszcze tylko korekta ;)
Całuję Was moje DWIE czytelniczki :D

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 5.- ,,Ze mną się dusi''


Te oczy. To były JEJ oczy. Tęskniłam za nią, ostatnio mnie nie odwiedzała. A teraz te oczy! Ach, o nich można śnić nocami… w sumie to właśnie to robię.. Nie wiem, czy to będzie….
-Ar. Arianne, wiem, że nie jestem szalenie interesująca, ale mogłabyś stwarzać chociaż pozory, że słuchasz!
-Wybacz, Vic. Co mówiłaś?- Skarciłam się w duchu, To już kolejny raz, kiedy ją olewam.
-Pytałam, co z tym Tom’em ci odwaliło? Jakaś tragedia, co ty sobie myślisz? Cała szkoła już o tym gada. Arianne, cholera, ty masz chłopaka!
Cris. Ten chłopak do skarb, ale niestety nie dla mnie. Inne dziewczyny ciągle szepczą miedzy sobą: Cris, Cris, Cris. Cris. Ja go nieustannie trzymam przy swoim boku, choć doskonale wiem, żę byłby szczęśliwszy z kimś innym. Ze mną się dusi. Nie mogę dać mu tego, czego oczekuje. Po prostu nie jestem w stanie. Kiedy mnie przytula, czuję się bezpiecznie, a kiedy całuje… nie potrafię myśleć o niczym innym. Ale oczy Tom’a… one są tak podobne do jej oczu… Świadomość, że mogę mieć cząstkę jej, tuż obok siebie, namacalną, jest niesamowicie kusząca i powoduje, że na plecach czuję dreszcze podekscytowania. Otwierałam już usta, by powiedzieć wszystko Vic, lecz w porę się je zamknęłam. Jak by zareagowała? Co by sobie o mnie pomyślała? Nikt normalny nie myśli o snach w taki sposób… nikt nie próbuje ich połączyć z rzeczywistością.
-Nie wiem, Vic. Nie obchodzi mnie, co inni mówią. Sama dobrze wiesz, że nigdy się tym nie przejmowałam. Chodzi tylko o to, że… sama nie wiem. Wyglądał znajomo, to tyle.
-Nie wierzę ci. To nie był taki wzrok. To było spojrzenie typu: ,,Boże, ile bym dała żeby teraz na mnie spojrzał’’. Spytaj kogokolwiek, wszyscy potwierdzą. Poza tym, kto zna cię lepiej niż ja?
-Ona.
Vic spojrzała na mnie dziwnie i pokręciła głową.
-Coś ostatnio dziwaczysz.

Rozdział z dedykacją dla osoby, która motywuje mnie do pisania tego bloga, choć… to jest bezcelowe :D Nie będę wprowadzała durnej zasady 5 komentarzy=rozdział, bo wiem, że nie mam nawet 5-ciu czytelników więc…. Jednakże byłoby miło otrzymać jakieś miłe słowa ;) Nowy rozdział może być jeszcze dzisiaj J.