piątek, 14 czerwca 2013

Przerwa w programie vol.10



15 czerwca 2013 rok

Czuć tylko zapach Twoich listów. Taki słodki, niemal rozkoszny. Za parę lat też będę je czuć. Jest taki charakterystyczny. Niczego mi nie żal. Mogłabym poświęcić wiele, by poczuć ten zapach jeszcze raz. Bylebyś wziął mnie na kolana i popłynął ze mną daleko. Na statku, barce, kłodzie, czy w łódce-nieistotne. Płyńmy w świat, gdziekolwiek. Bez strachu, bo mamy siebie. Zatraćmy się z tym. Mogłabym kłaść swoją głowę na Twoim ramieniu, a Ty mógłbyś głaskać moje włosy ręką. I wzięlibyśmy w tą podróż zwierzęta. Żeby mieć wspólne obowiązki. Będziemy razem przestawiać zegarki, gotować obiady, wyłączać światło w salonie, kłócić się i godzić. Dzielić codzienność, każdy dzień. I niech inni robią to samo w swoich domach, za mgłą. Oddzieleni od nas warstwą miłości, jaką Cię darzę. Wszystkie matki, żony i córki. Cały ten uliczny zgiełk. Wszystko jest niczym przy tym świetnym spokoju, jaki jest przy Tobie. Bo cała nadzieja, jaką mam, to Twoja miłość. I nic więcej mi nie pomoże. Wszystko, co mówisz i w co wierzysz. Bo tak naprawdę nic nie warto robić, jeśli nie masz wiary w miłość. Jeśli nie pomożesz jej się rozwinąć. Musisz odnaleźć nadzieję w uczuciu i nie martwić się tym, że nazwą Cię głupcem. A jeśli nie potrafisz znaleźć w sobie tej siły, uciekaj. Napisz ostatnie parę słów złamanym ołówkiem i zniknij. Bo potem nikt Ci nie wybaczy chłodu Twych ramion. Pojawi się żal, któremu jesteś winien. A żal i pustka to za mało, by żyć. Dlatego musisz uciec, bo potem będzie wstyd. Pojawi się nowy świt, nowa nić. I to wciąż będzie za mało, by żyć. Sama dryfując na tej naszej kulawej barce, zrozumiem, że niepotrzebnie godziłam się na Twój plan. I po latach zrozumiem, że jestem na tyle silna, by sama wypłynąć na tą wodę. Będę mieć piękny kwiat we włosach, chociaż te włosy już nie będą młode. I nie będzie mi niczego żal. Zostawię to wszystko i ruszę w świat.