-Patrzcie kto idzie! Daj łyka.- Zawołała Vic i wyciągnęła
rękę po kawę, którą trzymałam w ręce. Była ubrana w legginsy i fioletową
tunikę. Nie patrząc na nią podałam jej kubek. Nie słuchając jej usłyszałam jak
mówi: Ej, uważaj! Nie myśląc pomyślałam: O Boże. Stał tam. Rozmawiał z
Kevinem. Mrugnął do mnie. Przeszył mnie
zimny dreszcz. Zamrugałam. Wciąż na mnie patrzył. W głowie zaczęła nucić mi się
najgłupsza piosenka jaką znam, dłonie zaczęły mi się pocić i nie słyszałam nic
co mówiła do mnie Vic. Była tylko ja i on. Przeprosił Kevina, wziął swój plecak
i skierował się do nas. Otrząsnęłam się szybko i modliłam się, by nie zauważył
jakie na mnie zrobił wrażenie. Idiotka, skarciłam się w duchu. Złapałam Vic pod
ramię i wmaszerowałam do szkoły. Weszłyśmy do Sali, w której mamy pierwszą
lekcję.
-Co ty robisz?! Podoba Ci się tak? Czemu uciekasz jak
tchórz?- wybuchła Vic jak tylko usiadłyśmy na swoich miejscach. Nie umiałam
odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po
prostu czułam, że muszę to zrobić. Działałam pod wpływem impulsu. Lecz żadne z
tych wytłumaczeń nie chciało przejść mi przez gardło. Zbyłam koleżankę
machnięciem ręki i wyjęłam swoje rzeczy na ławkę. Dobrze
robisz. Usłyszałam w głowie głos. No
nie, pomyślałam, tylko nie głosy. Dziwne sny- okej, nieopanowane emocje- okej,
ale nie tajemnicze głosy w mojej głowie. Zupełnie jak w horrorach klasy E. Zamknij
się. Powiedziałam mu i skupiłam się na lekcji. Posłuchał, lecz czułam jego
obecność. Dziwnie znajomą.
