29 lipca 2012r.
Chcę iść już spać. Od
dwóch tygodni męczą mnie te… sama nie wiem: sny, czy koszmary? Raz są… przyjazne,
a raz tak wstrętne i wredne, że sama nie mogę uwierzyć, że to wszystko powstaje
w mojej głowie. I w każdym śnie jest ta dziewczyna. Wygląda inaczej, ale ja ją
poznaję. Zawsze ma takie puste oczy. Nigdy nie wiem jaka dla mnie będzie. Gdy
rozmawiamy nie wiem czy się śmieje, czy ze mnie kpi. Nie widzę w niej…
człowieka. Nie mogę w niej rozróżnić żadnych cech. Choć uratowała mnie tamtego
dnia, na klifie. Skoczyłabym do pioruńsko zimnego morza i prawdopodobnie
zmarłabym. Ale we śnie? Można umrzeć we śnie? Chciałam tam wrócić i zobaczyć
jak by się skończyła ta historia gdyby nie ona. Raz to zrobiłam. Zdążyła się
zjawić. Dotarłam tam po raz kolejny, a ona znów tam była. Nawet gdybym chciała,
nie mogę się od niej uwolnić. A nie chcę. Czuję z nią taką pewną więź. Jest
mi bliska. Nie lubię jej. Nigdy nie śmieje się z moich żartów, nigdy nie
mówi o sobie. Są sny, kiedy w ogóle nie mówi. Po prostu siedzimy nad tym
przeklętym morzem i milczymy. Dziwne są te sny, bo czuję je tak wyraźnie. I
rano zawsze je pamiętam. Ze wszystkimi szczegółami. Czasem mam ich dość, lecz
wieczorem już nie mogę się doczekać kiedy zasnę i znów ją spotkam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz