Nie mogła się ruszyć. Coś nie pozwalało jej się przesunąć
nawet o centymetr. Ręce miała związane, oczy zasłonięte. Strasznie
śmierdziało. Mruknęła coś o wynoszeniu
śmieci i wtedy coś grzmotnęło tuż obok niej. Uświadomiła sobie, że właściwie
nie wie gdzie jest. Czuła tylko kamienie pod plecami i ten okropny zapach!
Nagle usłyszała kroki i poczuła czyjeś kościste palce z tyłu głowy. Poruszyła
głową, zamrugała oczami i natychmiast je zamknęła. Przeraziła ją ta
nienaturalna jasność. Jakby ktoś skierował na nią lampę. Potrząsnęła głową i
uderzyła w coś metalowego.
- Chodź, pierdoło. Masz totalne szczęście, A. Zawsze
przychodzę kiedy dosłownie stykasz się ze śmiercią. Naprawdę nie wiem jak ty to
robisz. W depresji jakiejś jesteś? Czemu każdy twój sen kończy się
prawie-śmiercią?
Pociągnęła ja w górę. Nie lubi jej takiej. Zimnej, pełnej
dystansu. Dało się czuć od niej wrogość.
Chciała się jej zapytać, po co ją ratuje skoro w ogóle jej nie lubi, ale
zabrakło jej odwagi kiedy tamta spojrzała wrogo. Zupełnie jakby wiedziała o
czym myśli.
-Następnym razem mi tak nie wyskakuj. Mogę nie zdążyć. –
Powiedziała wybawicielka i puściła ją. Dziwne uczucie spadania. Zaraz upadnę,
pomyślała, i rozbiję głowę. Bum.
*****
-Boże!
Ocknęłam się i usiadłam na łóżku jak oparzona. Rozejrzałam
się zaspana po pokoju. Wszystko stało tam gdzie powinno. Więc w porządku.
Otrząsnęłam się z szoku po przedziwaczonym śnie, założyłam moje ukochane papcie
z króliczkami i poszłam na śniadanie.
-Cześć, słonko. Jak się spało? – Spytał tata, gdy nalewałam
sobie zimnego, jak zwykle, mleka do płatków.
-Świetnie, jak zawsze. Dzięki,
tato.- Skłamałam. Po co miałam mu mówić, że od kilku tygodni mam koszmary? I
tak miał dużo nerwów w pracy. Przez chwilę odbywaliśmy wojnę na spojrzenia.
Cholera, wyczuł, że kłamię. Dzwonek powiadamiający o SMS’ ie. Moje wybawienie!
Sięgnęłam po telefon spuszczając wzrok. ,,Czekam przed szkołą, jak zwykle.
Hurry up, twój Romeo gra w kosza go końca przerwy. Vic’’. Westchnęłam w rozbawieniu. Szybko zjadłam
swoje śniadanie i pognałam do swojego pokoju. Dzisiaj był przyjemny dzień, więc postanowiłam odbiec troszkę od reguł szkoły co do dobory strojów. Jeszcze torba, balerinki i mogę iść. Ledwie zdążyłam na autobus. Podjechałam pod
szkołę, poprawiłam włosy i ruszyłam zmierzyć się z rzeczywistością.
Tak wyglądał dzisiejszy strój Arriane. Ogólnie nie podoba mi się ten rozdział. Nie jest taki jakim chciałam
żeby był. No cóż. Może się jeszcze rozkręcę :D

Ten rozdział jest moim ulubionym, a w szczególności notka pod nim ;)
OdpowiedzUsuń