Chłodne powietrze uderzało o jej drobne ciało jak bicze. Po
policzkach ciekły jej łzy, lecz mimo to była szczęśliwa. Tak jej się wydawało.
Szła małymi krokami do przodu. Powoli. Odwróciła się chcąc zobaczyć ile już
przeszła, lecz silny wiatr odrzucił jej długie włosy tak, że nic nie widziała.
Jeszcze jeden podmuch i nie wytrzymam, pomyślała. Zaczęła się trząść z zimna.
Och, ile by dała za kubek gorącej herbaty i kawałek koca. Ale musiała iść
dalej. Jeszcze jeden krok. Czuła, że jeśli nie uda jej się pokonać tej trasy
już nigdy nie poczuje radości. Już na zawsze będzie tkwić w tej próżni. Właśnie
miała wejść na wydmę, gdy usłyszała rozdzierający wrzask:
-Arianne! Kretynko! Złaź stamtąd!
Ze szklistymi oczami odwróciła się i zobaczyła smukłą
dziewczynę trzymającą koszyk piknikowy w prawej ręce. Jej kręcone blond włosy
tańczyły na wietrze. Przeskakiwała z nogi na nogę. Pewnie było jej zimno.
Podeszła do niej rozgoryczona, że ktoś przerwał jej misję. Teraz będzie musiała
zaczynać wszystko od początku. Tamta otuliła ją kocem, założyła buty na nogi i
poprowadziła do samochodu. Ładny, zauważyła, zawsze chciałam taki mieć.
-Poczekaj tu na mnie, dobrze? Nigdzie się tym razem nie
ruszaj, zaraz wrócę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz