środa, 14 marca 2012

Prolog


Chłodne powietrze uderzało o jej drobne ciało jak bicze. Po policzkach ciekły jej łzy, lecz mimo to była szczęśliwa. Tak jej się wydawało. Szła małymi krokami do przodu. Powoli. Odwróciła się chcąc zobaczyć ile już przeszła, lecz silny wiatr odrzucił jej długie włosy tak, że nic nie widziała. Jeszcze jeden podmuch i nie wytrzymam, pomyślała. Zaczęła się trząść z zimna. Och, ile by dała za kubek gorącej herbaty i kawałek koca. Ale musiała iść dalej. Jeszcze jeden krok. Czuła, że jeśli nie uda jej się pokonać tej trasy już nigdy nie poczuje radości. Już na zawsze będzie tkwić w tej próżni. Właśnie miała wejść na wydmę, gdy usłyszała rozdzierający wrzask:
-Arianne! Kretynko! Złaź stamtąd!
Ze szklistymi oczami odwróciła się i zobaczyła smukłą dziewczynę trzymającą koszyk piknikowy w prawej ręce. Jej kręcone blond włosy tańczyły na wietrze. Przeskakiwała z nogi na nogę. Pewnie było jej zimno. Podeszła do niej rozgoryczona, że ktoś przerwał jej misję. Teraz będzie musiała zaczynać wszystko od początku. Tamta otuliła ją kocem, założyła buty na nogi i poprowadziła do samochodu. Ładny, zauważyła, zawsze chciałam taki mieć.
-Poczekaj tu na mnie, dobrze? Nigdzie się tym razem nie ruszaj, zaraz wrócę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz