-Nazywam się Arianne.
****
Obudziłam się z wrzaskiem. Dotknęłam koszulki- była
cała mokra od potu. Zastanawiałam się, dlaczego aż tak się wystraszyłam. Tym
razem w moim śnie nic się nie działo. Słyszałam tylko jedno zdanie. Moje imię
wypowiedziane Jej głosem. Przerzuciłam kołdrę na drugą stronę łóżka, włożyłam
stopy w moje ulubione kapcie z owieczkami i zeszłam na śniadanie. Rodzice byli
już w pracy. Gdy opadłam na kanapę przed telewizorem z miską płatków w ręce,
mój telefon zadzwonił. Numer nieznany. A co mi tam, pomyślałam.
-Hej, mała! Co słychać?- Dziwne. Słyszałam już gdzieś
ten głos.
- Wszystko w porządku. A u Ciebie? Co dzisiaj robisz?-
Nie dałam po sobie poznać, że kompletnie nie wiem, z kim rozmawiam. Może
rozpoznam rozmówcę, gdy znów się odezwie.
- A u mnie nie za dobrze. Wiesz, babcia mi zmarła.
Mama czuje się fatalnie, więc ojciec postanowił, że przyjedziemy na parę dni
odpocząć gdzieś nieopodal waszego miasta. Wiesz, to taka dziura, cicho i
spokojnie, żadnych znajomych. Tata twierdzi, że dobrze jej to zdobi. Ja się już
pozbierałam, ale chyba też dobrze mi zrobi kilka chwil bez tych współczujących
min dookoła. Wiesz, o co mi chodzi.
-Tak w środku roku szkolnego? A zaległości? Będziesz
ich miała od groma.- Postanowiłam zaangażować się w sprawę. To nic, że w
dalszym ciągu nie rozpoznawałam tej dziewczyny.
-Arianne. Chyba dopiero wstałaś z łóżka. Naprawdę nie
pamiętasz, że ja już nie chodzę do szkoły? Od… dawna?- W słuchawce usłyszałam
melodyjny śmiech. Dopiero dzięki niemu zorientowałam się, kto to jest.
-Scarlett, oczywiście, że pamiętam. – Powiedziałam
jednocześnie do niej i do siebie samej. Nie widziałyśmy się od czasu, gdy
skończyłam podstawówkę. Poznałyśmy się przypadkiem, w parku. Grałam w klasy,
gdy zjawiła się ona i spytała mnie, czemu jestem tu sama. Odpowiedziałam, że
inne dziewczyny mnie nie lubią. Ale mnie to nie przeszkadzało, też za
nimi nie przepadałam. Zawsze wydawały mi się głupie i dziecinne. Scarlett,
starsza o parę lat dziewczyna, rozumiała mnie doskonale. Spotykałyśmy się w
tamtym miejscu co jakiś czas, potem ona zapraszała na lody, do zoo, do siebie
do domu. Wiedziała o mnie coraz więcej, ja o niej także. Byłyśmy nierozłączne
przez całe lata… aż ona musiała wyjechać. To była moja pierwsza przyjaciółka.
Pierwsza i ostatnia. Od tamtej pory nikomu nie potrafię zaufać tak bardzo, jak
jej. Może teraz, kiedy przyjedzie, razem przezwyciężymy moje sny i w końcu będę
mogła normalnie żyć? Ach, Scarlett, nawet nie wiesz, jak bardzo cię potrzebuję.
– Masz rację, dopiero co wstałam, nie umiem myśleć o tej godzinie. I wiesz…
bardzo mi przykro z powodu twojej babci.
-Niepotrzebnie. Jak już mówiłam, trzymam się jakoś.
No, ale nie mówmy więcej o mnie. Co u ciebie, A?
-U mnie w sumie to… nawet dobrze. Wybacz, Scarlett,
ale ja w przeciwieństwie do niektórych chodzę do szkoły, więc będę musiała
kończyć.
-Dobrze, ja też już muszę iść, ale Ar, powiedz mi
tylko, czy ciągle masz kontakt z Vic.
-Mam, czemu pytasz?- Lekko zaintrygował mnie taki
obrót rozmowy, przecież one się nie znają.
-Bo chciałabym się z nią spotkać, tyle mi o niej
pisałaś w listach! Wydaje się być naprawdę miłą…. –W słuchawce zapadła cisza.
Spojrzałam na wyświetlacz. POŁĄCZENIE
ZOSTAŁO PRZERWANE. Listach? Nie
pisałam żadnych listów. Nigdy nie byłam fanką tej formy rozmowy. A nawet jeśli wysłałam
do Scarlett coś podobnego do listu, to była to pocztówka z wakacji. Wiele lat
temu. Musiało jej się coś pomylić. Wzruszyłam ramionami i odstawiłam telefon na ławę.
Zabrałam się za moje rozmiękłe płatki. Nie lubię takich. I jeszcze to zimne
mleko, ble.