czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 7. - ,,...nie wiem, z kim rozmawiam''



-Nazywam się Arianne.
****

Obudziłam się z wrzaskiem. Dotknęłam koszulki- była cała mokra od potu. Zastanawiałam się, dlaczego aż tak się wystraszyłam. Tym razem w moim śnie nic się nie działo. Słyszałam tylko jedno zdanie. Moje imię wypowiedziane Jej głosem. Przerzuciłam kołdrę na drugą stronę łóżka, włożyłam stopy w moje ulubione kapcie z owieczkami i zeszłam na śniadanie. Rodzice byli już w pracy. Gdy opadłam na kanapę przed telewizorem z miską płatków w ręce, mój telefon zadzwonił. Numer nieznany. A co mi tam, pomyślałam.
-Hej, mała! Co słychać?- Dziwne. Słyszałam już gdzieś ten głos.
- Wszystko w porządku. A u Ciebie? Co dzisiaj robisz?- Nie dałam po sobie poznać, że kompletnie nie wiem, z kim rozmawiam. Może rozpoznam rozmówcę, gdy znów się odezwie.
- A u mnie nie za dobrze. Wiesz, babcia mi zmarła. Mama czuje się fatalnie, więc ojciec postanowił, że przyjedziemy na parę dni odpocząć gdzieś nieopodal waszego miasta. Wiesz, to taka dziura, cicho i spokojnie, żadnych znajomych. Tata twierdzi, że dobrze jej to zdobi. Ja się już pozbierałam, ale chyba też dobrze mi zrobi kilka chwil bez tych współczujących min dookoła. Wiesz, o co mi chodzi.
-Tak w środku roku szkolnego? A zaległości? Będziesz ich miała od groma.- Postanowiłam zaangażować się w sprawę. To nic, że w dalszym ciągu nie rozpoznawałam tej dziewczyny.
-Arianne. Chyba dopiero wstałaś z łóżka. Naprawdę nie pamiętasz, że ja już nie chodzę do szkoły? Od… dawna?- W słuchawce usłyszałam melodyjny śmiech. Dopiero dzięki niemu zorientowałam się, kto to jest.
-Scarlett, oczywiście, że pamiętam. – Powiedziałam jednocześnie do niej i do siebie samej. Nie widziałyśmy się od czasu, gdy skończyłam podstawówkę. Poznałyśmy się przypadkiem, w parku. Grałam w klasy, gdy zjawiła się ona i spytała mnie, czemu jestem tu sama. Odpowiedziałam, że inne dziewczyny mnie nie lubią. Ale mnie to nie przeszkadzało,  też za nimi nie przepadałam. Zawsze wydawały mi się głupie i dziecinne. Scarlett, starsza o parę lat dziewczyna, rozumiała mnie doskonale. Spotykałyśmy się w tamtym miejscu co jakiś czas, potem ona zapraszała na lody, do zoo, do siebie do domu. Wiedziała o mnie coraz więcej, ja o niej także. Byłyśmy nierozłączne przez całe lata… aż ona musiała wyjechać. To była moja pierwsza przyjaciółka. Pierwsza i ostatnia. Od tamtej pory nikomu nie potrafię zaufać tak bardzo, jak jej. Może teraz, kiedy przyjedzie, razem przezwyciężymy moje sny i w końcu będę mogła normalnie żyć? Ach, Scarlett, nawet nie wiesz, jak bardzo cię potrzebuję. – Masz rację, dopiero co wstałam, nie umiem myśleć o tej godzinie. I wiesz… bardzo mi przykro z powodu twojej babci.
-Niepotrzebnie. Jak już mówiłam, trzymam się jakoś. No, ale nie mówmy więcej o mnie. Co u ciebie, A?
-U mnie w sumie to… nawet dobrze. Wybacz, Scarlett, ale ja w przeciwieństwie do niektórych chodzę do szkoły, więc będę musiała kończyć.
-Dobrze, ja też już muszę iść, ale Ar, powiedz mi tylko, czy ciągle masz kontakt z Vic.
-Mam, czemu pytasz?- Lekko zaintrygował mnie taki obrót rozmowy, przecież one się nie znają.
-Bo chciałabym się z nią spotkać, tyle mi o niej pisałaś w listach! Wydaje się być naprawdę miłą…. –W słuchawce zapadła cisza. Spojrzałam na wyświetlacz. POŁĄCZENIE ZOSTAŁO PRZERWANE. Listach? Nie pisałam żadnych listów. Nigdy nie byłam fanką tej formy rozmowy. A nawet jeśli wysłałam do Scarlett coś podobnego do listu, to była to pocztówka z wakacji. Wiele lat temu. Musiało jej się coś pomylić. Wzruszyłam ramionami i odstawiłam telefon na ławę. Zabrałam się za moje rozmiękłe płatki. Nie lubię takich. I jeszcze to zimne mleko, ble. 

piątek, 29 czerwca 2012

Rozdział 6. - ,,...nieświadomi niczego''


Znów stała na klifie. Na tym przeklętym klifie, gdzie spotkała ją po raz pierwszy. Lecz tym razem ona miała nie zdążyć. Tym razem Arianne dokończy to, co zaczęła. Nigdy nie czuła takiego przerażenia. Wiatr smagał jej włosy, z oczu ciekły strugi łez, a mróz kuł w policzki i nos. Była ubrana jedynie w cienki płaszcz. Ostatnia decyzja. Stała na skraju stromej ściany. Jeszcze jeden krok i stanie się to, czego pragnęła przez ostatnie tygodnie. Ale co będzie jeśli się nie uda? Co poczuje, kiedy litry lodowatej wody wypełnią jej płuca? Westchnęła i podniosła nogę. Nie może być tak źle. Przecież o to mi właśnie chodzi, chcę żeby to się tak skończyło. Spełniam tylko swoje marzenia, pomyślała. Rozejrzała się dookoła po raz dziesiąty i skoczyła. Tak po prostu. Nie towarzyszył temu przeraźliwy wrzask, pioruny, grzmoty. Cisza. Tylko świst przeszywający powietrze towarzyszący spadającej Arianne.  Z nikim się nie pożegnała, nikt się niczego nie domyślał. Spali teraz nieświadomi niczego. Spadała i czuła się…. Niemal szczęśliwa. Nie bała się. Śmierć była dla niej najodpowiedniejszą rzeczą. To było normalne. Głucho uderzyła w taflę turkusowego morza. Piękny odcień, przemknęło jej przez myśl. Ostatnią myśl. Zamknęła oczy i wieczna, spokojna ciemność przyjęła ją do siebie. Jej zdrętwiałe od zimniej wody ręce poczuły ciepłą dłoń. Dłoń tak dobrze jej znaną.

-Ach…- jęknęłam. Co to miało być?! Usiadłam poruszona na łóżku. Związałam włosy w luźną kitkę i spojrzałam na zegarek.  7:48. Mam jeszcze jedenaście minut na znalezienie się w szkole. Zawsze lubiłam być minutę przed dzwonkiem. Przejrzałam się w lustrze. Chwila. Dlaczego się uśmiecham? Dotknęłam swoich ust. Nie, na pewno kąciki nie są aż tak wysoko jak w odbiciu. Przekręciłam głowę. Postać w lustrze również. Czyżby zwidy, Ar? Serio, aż tak jest z tobą źle? Żartowałam, lecz nawet poczucie humor nie mogło zwalczyć przerażenia. Znów podniosłam rękę do twarzy. Próbowałam ‘zetrzeć’ uśmiech ze swojej twarzy, ale bez skutku. Odbicie nawet nie drgnęło. Po kij tu stoisz? To tylko lustro! Warknęłam na siebie samą, potrząsnęłam głową i podeszłam do szafy. Dzisiaj coś zdecydowanie luźnego. Stare, wytarte dżinsy, obszerna bluzka i bluza z kapturem. Bez szaleństw, bez nastroju. Złapałam sok ze stołu i wybiegłam z domu. 7:53. Sześć minut. 

czwartek, 28 czerwca 2012

I'm sorry.

Wiem, ze rozdział miał być dawno. Bardzo dawno. Ale po prostu... sama nie wiem jak to się stało. Obiecuję, że następny rozdział pojawi się na dniach. Już jest napisany, jeszcze tylko korekta ;)
Całuję Was moje DWIE czytelniczki :D

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 5.- ,,Ze mną się dusi''


Te oczy. To były JEJ oczy. Tęskniłam za nią, ostatnio mnie nie odwiedzała. A teraz te oczy! Ach, o nich można śnić nocami… w sumie to właśnie to robię.. Nie wiem, czy to będzie….
-Ar. Arianne, wiem, że nie jestem szalenie interesująca, ale mogłabyś stwarzać chociaż pozory, że słuchasz!
-Wybacz, Vic. Co mówiłaś?- Skarciłam się w duchu, To już kolejny raz, kiedy ją olewam.
-Pytałam, co z tym Tom’em ci odwaliło? Jakaś tragedia, co ty sobie myślisz? Cała szkoła już o tym gada. Arianne, cholera, ty masz chłopaka!
Cris. Ten chłopak do skarb, ale niestety nie dla mnie. Inne dziewczyny ciągle szepczą miedzy sobą: Cris, Cris, Cris. Cris. Ja go nieustannie trzymam przy swoim boku, choć doskonale wiem, żę byłby szczęśliwszy z kimś innym. Ze mną się dusi. Nie mogę dać mu tego, czego oczekuje. Po prostu nie jestem w stanie. Kiedy mnie przytula, czuję się bezpiecznie, a kiedy całuje… nie potrafię myśleć o niczym innym. Ale oczy Tom’a… one są tak podobne do jej oczu… Świadomość, że mogę mieć cząstkę jej, tuż obok siebie, namacalną, jest niesamowicie kusząca i powoduje, że na plecach czuję dreszcze podekscytowania. Otwierałam już usta, by powiedzieć wszystko Vic, lecz w porę się je zamknęłam. Jak by zareagowała? Co by sobie o mnie pomyślała? Nikt normalny nie myśli o snach w taki sposób… nikt nie próbuje ich połączyć z rzeczywistością.
-Nie wiem, Vic. Nie obchodzi mnie, co inni mówią. Sama dobrze wiesz, że nigdy się tym nie przejmowałam. Chodzi tylko o to, że… sama nie wiem. Wyglądał znajomo, to tyle.
-Nie wierzę ci. To nie był taki wzrok. To było spojrzenie typu: ,,Boże, ile bym dała żeby teraz na mnie spojrzał’’. Spytaj kogokolwiek, wszyscy potwierdzą. Poza tym, kto zna cię lepiej niż ja?
-Ona.
Vic spojrzała na mnie dziwnie i pokręciła głową.
-Coś ostatnio dziwaczysz.

Rozdział z dedykacją dla osoby, która motywuje mnie do pisania tego bloga, choć… to jest bezcelowe :D Nie będę wprowadzała durnej zasady 5 komentarzy=rozdział, bo wiem, że nie mam nawet 5-ciu czytelników więc…. Jednakże byłoby miło otrzymać jakieś miłe słowa ;) Nowy rozdział może być jeszcze dzisiaj J.

poniedziałek, 19 marca 2012

Rozdział 4.- ,,Czemu uciekasz jak tchórz?''


-Patrzcie kto idzie! Daj łyka.- Zawołała Vic i wyciągnęła rękę po kawę, którą trzymałam w ręce. Była ubrana w legginsy i fioletową tunikę. Nie patrząc na nią podałam jej kubek. Nie słuchając jej usłyszałam jak mówi: Ej, uważaj! Nie myśląc pomyślałam: O Boże. Stał tam. Rozmawiał z Kevinem.  Mrugnął do mnie. Przeszył mnie zimny dreszcz. Zamrugałam. Wciąż na mnie patrzył. W głowie zaczęła nucić mi się najgłupsza piosenka jaką znam, dłonie zaczęły mi się pocić i nie słyszałam nic co mówiła do mnie Vic. Była tylko ja i on. Przeprosił Kevina, wziął swój plecak i skierował się do nas. Otrząsnęłam się szybko i modliłam się, by nie zauważył jakie na mnie zrobił wrażenie. Idiotka, skarciłam się w duchu. Złapałam Vic pod ramię i wmaszerowałam do szkoły. Weszłyśmy do Sali, w której mamy pierwszą lekcję.
-Co ty robisz?! Podoba Ci się tak? Czemu uciekasz jak tchórz?- wybuchła Vic jak tylko usiadłyśmy na swoich miejscach. Nie umiałam odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Po prostu czułam, że muszę to zrobić. Działałam pod wpływem impulsu. Lecz żadne z tych wytłumaczeń nie chciało przejść mi przez gardło. Zbyłam koleżankę machnięciem ręki i wyjęłam swoje rzeczy na ławkę.  Dobrze robisz.  Usłyszałam w głowie głos. No nie, pomyślałam, tylko nie głosy. Dziwne sny- okej, nieopanowane emocje- okej, ale nie tajemnicze głosy w mojej głowie. Zupełnie jak w horrorach klasy E.  Zamknij się. Powiedziałam mu i skupiłam się na lekcji. Posłuchał, lecz czułam jego obecność. Dziwnie znajomą.

niedziela, 18 marca 2012

Rozdział 3.- ,,Mogę nie zdążyć''


Nie mogła się ruszyć. Coś nie pozwalało jej się przesunąć nawet o centymetr. Ręce miała związane, oczy zasłonięte. Strasznie śmierdziało.  Mruknęła coś o wynoszeniu śmieci i wtedy coś grzmotnęło tuż obok niej. Uświadomiła sobie, że właściwie nie wie gdzie jest. Czuła tylko kamienie pod plecami i ten okropny zapach! Nagle usłyszała kroki i poczuła czyjeś kościste palce z tyłu głowy. Poruszyła głową, zamrugała oczami i natychmiast je zamknęła. Przeraziła ją ta nienaturalna jasność. Jakby ktoś skierował na nią lampę. Potrząsnęła głową i uderzyła w coś metalowego.
- Chodź, pierdoło. Masz totalne szczęście, A. Zawsze przychodzę kiedy dosłownie stykasz się ze śmiercią. Naprawdę nie wiem jak ty to robisz. W depresji jakiejś jesteś? Czemu każdy twój sen kończy się prawie-śmiercią?
Pociągnęła ja w górę. Nie lubi jej takiej. Zimnej, pełnej dystansu.  Dało się czuć od niej wrogość. Chciała się jej zapytać, po co ją ratuje skoro w ogóle jej nie lubi, ale zabrakło jej odwagi kiedy tamta spojrzała wrogo. Zupełnie jakby wiedziała o czym myśli.
-Następnym razem mi tak nie wyskakuj. Mogę nie zdążyć. – Powiedziała wybawicielka i puściła ją. Dziwne uczucie spadania. Zaraz upadnę, pomyślała, i rozbiję głowę. Bum.
*****
-Boże!
Ocknęłam się i usiadłam na łóżku jak oparzona. Rozejrzałam się zaspana po pokoju. Wszystko stało tam gdzie powinno. Więc w porządku. Otrząsnęłam się z szoku po przedziwaczonym śnie, założyłam moje ukochane papcie z króliczkami i poszłam na śniadanie.
-Cześć, słonko. Jak się spało? – Spytał tata, gdy nalewałam sobie zimnego, jak zwykle, mleka do płatków.
-Świetnie, jak zawsze. Dzięki, tato.- Skłamałam. Po co miałam mu mówić, że od kilku tygodni mam koszmary? I tak miał dużo nerwów w pracy. Przez chwilę odbywaliśmy wojnę na spojrzenia. Cholera, wyczuł, że kłamię. Dzwonek powiadamiający o SMS’ ie. Moje wybawienie! Sięgnęłam po telefon spuszczając wzrok. ,,Czekam przed szkołą, jak zwykle. Hurry up, twój Romeo gra w kosza go końca przerwy. Vic’’.  Westchnęłam w rozbawieniu. Szybko zjadłam swoje śniadanie i pognałam do swojego pokoju. Dzisiaj był przyjemny dzień, więc postanowiłam odbiec troszkę od reguł szkoły co do dobory strojów. Jeszcze torba, balerinki i mogę iść.  Ledwie zdążyłam na autobus. Podjechałam pod szkołę, poprawiłam włosy i ruszyłam zmierzyć się z rzeczywistością.
Tak wyglądał dzisiejszy strój Arriane. Ogólnie nie podoba mi się ten rozdział. Nie jest taki jakim chciałam żeby był. No cóż. Może się jeszcze rozkręcę :D

czwartek, 15 marca 2012

Rozdział 2.- ,,Nie lubię jej''


29 lipca 2012r.
Chcę iść już spać. Od dwóch tygodni męczą mnie te… sama nie wiem: sny, czy koszmary? Raz są… przyjazne, a raz tak wstrętne i wredne, że sama nie mogę uwierzyć, że to wszystko powstaje w mojej głowie. I w każdym śnie jest ta dziewczyna. Wygląda inaczej, ale ja ją poznaję. Zawsze ma takie puste oczy. Nigdy nie wiem jaka dla mnie będzie. Gdy rozmawiamy nie wiem czy się śmieje, czy ze mnie kpi. Nie widzę w niej… człowieka. Nie mogę w niej rozróżnić żadnych cech. Choć uratowała mnie tamtego dnia, na klifie. Skoczyłabym do pioruńsko zimnego morza i prawdopodobnie zmarłabym. Ale we śnie? Można umrzeć we śnie? Chciałam tam wrócić i zobaczyć jak by się skończyła ta historia gdyby nie ona. Raz to zrobiłam. Zdążyła się zjawić. Dotarłam tam po raz kolejny, a ona znów tam była. Nawet gdybym chciała, nie mogę się od niej uwolnić. A nie chcę. Czuję z nią taką pewną więź. Jest mi bliska. Nie lubię jej. Nigdy nie śmieje się z moich żartów, nigdy nie mówi o sobie. Są sny, kiedy w ogóle nie mówi. Po prostu siedzimy nad tym przeklętym morzem i milczymy. Dziwne są te sny, bo czuję je tak wyraźnie. I rano zawsze je pamiętam. Ze wszystkimi szczegółami. Czasem mam ich dość, lecz wieczorem już nie mogę się doczekać kiedy zasnę i znów ją spotkam. 

Rozdział 1.-"....wszystko wyglądało normalnie"


Obudziłam się w wannie. Musiało być wczoraj grubo, pomyślałam. Wygramoliłam się i podeszłam do lustra. Zawsze dziewczyny zazdrościły mi tego, jak wyglądam. Widziałam ich spojrzenia kiedy szłam szkolnym korytarzem, czy kiedy tańczyłam w dyskotekach. Lecz dziś jestem pewna, że nikt by się za mną nie obejrzał. Zwykle zarumieniona twarz była dzisiaj sina, włosy potargane, a oczy wyblakłe i bez wyrazu tak, że nie dało się dojrzeć ich pięknego odcienia zieleni. Westchnęłam i zabrałam się za siebie. Najpierw te nieszczęsne włosy. Męcząc się z nimi przypomniałam sobie ten dziwaczny sen. Szłam po plaży praktycznie naga, kiedy pojawiła się ta dziewczyna. Nawet teraz, gdy jestem już u u siebie w domu mam dziwne przeczucie, że ją znam i że jest mi bardzo bliska. Niemal jak siostra. Zawsze chciałam mieć siostrę. Potem poszłyśmy to mojego samochodu. To znaczy, tata mi go kupi na 18-nastkę. Wyszorowałam zęby, z włosów zrobiłam niechlujną kitkę, przejechałam usta błyszczykiem i wyszłam z łazienki. W moim pokoju jak zwykle panował chaos. Z tym, że teraz leżał tu element, którego nigdy wcześniej nie było.
-Wstawaj, Vic.
Powiedziałam szturchając jedną z moich koleżanek. Można powiedzieć, że była to moja najbliższa osoba, choć nie uważam, że zasługuje na to piękne miano przyjaciółki. Odburknęła coś i przewróciła się na drugi bok. Wzruszyłam ramionami i zeszłam na dół, do salonu. Odetchnęłam z ulgą, gdy nie zastałam tam żadnych śpiących pachołków jak ten na górze. Sprzątnęłam szybko butelki , poskładałam koce, przetarłam blaty i wszystko wyglądało normalnie. Lecz ja się tak nie czułam. Cały czas w gdzieś w środku we mnie coś pulsowało i jakby chciało wydrzeć się na zewnątrz. Nie mogłam na to pozwolić, bo wiem jak to by się skończyło. Usiadłam na kanapie i walczyłam ze łzami.  Nie wiem czemu chciało mi się płakać. Moje życie było idealne. Miałam chłopaka, dobrych, bogatych rodziców, wielki dom i byłam lubiana. Ze szkołą w sumie też nie miałam większych problemów. Więc dlaczego jest mi źle? Co sprawiło, że tak nagle poczułam się samotna?

środa, 14 marca 2012

Prolog


Chłodne powietrze uderzało o jej drobne ciało jak bicze. Po policzkach ciekły jej łzy, lecz mimo to była szczęśliwa. Tak jej się wydawało. Szła małymi krokami do przodu. Powoli. Odwróciła się chcąc zobaczyć ile już przeszła, lecz silny wiatr odrzucił jej długie włosy tak, że nic nie widziała. Jeszcze jeden podmuch i nie wytrzymam, pomyślała. Zaczęła się trząść z zimna. Och, ile by dała za kubek gorącej herbaty i kawałek koca. Ale musiała iść dalej. Jeszcze jeden krok. Czuła, że jeśli nie uda jej się pokonać tej trasy już nigdy nie poczuje radości. Już na zawsze będzie tkwić w tej próżni. Właśnie miała wejść na wydmę, gdy usłyszała rozdzierający wrzask:
-Arianne! Kretynko! Złaź stamtąd!
Ze szklistymi oczami odwróciła się i zobaczyła smukłą dziewczynę trzymającą koszyk piknikowy w prawej ręce. Jej kręcone blond włosy tańczyły na wietrze. Przeskakiwała z nogi na nogę. Pewnie było jej zimno. Podeszła do niej rozgoryczona, że ktoś przerwał jej misję. Teraz będzie musiała zaczynać wszystko od początku. Tamta otuliła ją kocem, założyła buty na nogi i poprowadziła do samochodu. Ładny, zauważyła, zawsze chciałam taki mieć.
-Poczekaj tu na mnie, dobrze? Nigdzie się tym razem nie ruszaj, zaraz wrócę.