Zobacz, jak cudownie marniejemy.
5/6 kwietnia 2014 rok
Spadała coraz głębiej w ciemność. Czuła, jak zmywa się z
niej cały ten miejski brud, strach, szarość codzienności. Z każdym milimetrem
była bardziej wolna. Nic jej nie ograniczało. Żadne wyjaśnienia. Żadne
pretensje. Ciemność. Spokój. Muzyka. Dźwięk sączył się delikatnie do jej uszu,
pieścił zakamarki jej wyobraźni. Przestała być ciałem, była duszą. Emocją.
Odpłynęła w środek siebie. Odkryła elementy, w których istnieniu nie miała
pojęcia. Przekroczyła granice, które wyznaczyła sobie wieki temu. Wszystko się
zmieniło. Była w transie. Nie chciała wracać. Czuła się zbyt błogo w tym
stanie, zbyt swobodnie. Pierwszy raz czuła się ze sobą dobrze. Poznała swoje jestestwo.
Nic innego się nie liczyło, przepływało obok. Miliony twarzy, kolorów,
kształtów. Nic nie miało znaczenia, tylko ta chwila. Chciała iść dalej, ale
dlaczego? Nie było już nic więcej. Dotarła do końca. Nie miała już tajemnic.
Nie była dla siebie zagadką. Ale chciała dowiedzieć się jeszcze. Czuła, że nie
dotarła wystarczająco głęboko. Wiedziała, że jeśli pójdzie dalej, nie będzie odwrotu.
Utonie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz